Łemko Trail 30 km - bieg jakich mało

 

 

Ultra noc przed startem

Jutro startuję w Łemko Trail na 30 km. Jestem zawodnikiem z numerem 2297. Zrobiłem wszystko co w mojej mocy, aby przygotować się jak najlepiej do tej próby. Obleciałem okoliczne górki i dolinki wokół Ropek rejestrując 20 tras o długości od 6 do 28 km. Tras, które pozwoliły mi poznać swoje możliwości i zaprzyjaźnić z przyrodą w samotnym biegu po ścieżkach Beskidu Niskiego.

Wiem, że odkąd zacząłem przygodę z bieganiem, a było to zaledwie 11 miesięcy temu zrobiłem olbrzymi krok do przodu. Z wychudzonego emeryta bez sił i mięśni, który pozbył się 25 kg nadwagi, zmieniłem się w biegacza przed pięćdziesiątką i jestem z tego cholernie dumny. (Na początku września w Mistrzostwach Polski Masters na dystansie na 10 km zająłem 43 miejsce w swojej kategorii wiekowej osiągając czas 47:41,45). Nieźle jak na początek.

Jutro startuję, a dziś czekam na ultra bohaterów rywalizujących na dystansie 150 i 80 km, którzy wyruszą o północy z Krynicy i dotrą do naszego domu na pierwszy punkt żywieniowy. Blisko 650 osób, które stoczą heroiczną walkę z samym sobą, aby dobiec do mety i zmieścić się w określonym limicie czasu. (Galeria z punktu żywieniowego w Siwejce poniżej).

 

Ultra emocje na start

30 km to pierwsza tak długa próba dla mnie i zaledwie 3 udział w zawodach sportowych. Solidna rozgrzewka i start. Ruszamy z Puław Górnych. Do pokonania w Łemko Trail blisko 30 km po górzystym, ale stosunkowo łatwym terenie. Najpierw 5 km podbiegu, a potem już grzbietem - na zmianę w górę i dół. Zgodnie z planem ruszam swoim tempem. Pierwsze 2 km i co chwila ktoś mnie wyprzedza. W głowie kołacze rób swoje. Nie przyspieszaj. Oni popękają. Rozpoczyna się 3 i 4 kilometr i sytuacja powoli się zmienia - to ja zaczynam mijać. Zrobiło się ostrzej pod górę i niektórzy przechodzą do marszu. Pulsometr rejestruje szalone tętno, a to niesamowite uczucie. Pot zalewa Ci czoło, nie możesz złapać oddechu, a mimo tego nogi pracują jak kazano. Biegnę, ja ciągle biegnę. Szukam wzrokiem do kogo mógłbym się podpiąć aby trzymać tempo. Na chwilę w tym celu zaprzyjaźniam się z Łukaszem, ale na ostatnim podbiegu przed punktem żywieniowym muszę Go pożegnać. Chcę biec szybciej.

Cudowny zbieg szumiącymi łąkami do punktu w Przybyszowie to niesamowite przeżycie. Poluje tam na mnie z aparatem moja wspaniała żona oraz czekają banany i napoje przygotowane przez Organizatora, które wpycham nieco bez opamiętania do gardła. 3 minuty postoju kosztują mnie spadek o jakieś 10 miejsc w rankingu. Ale opłaca się. Cukier i kofeina we krwi i wio dalej w górę. Jest moc. Odrabiam to co straciłem. Na podbiegach wyglądam całkiem fajnie, ale na zbiegach wyraźnie tracę. Uciekają kilometry, odzywa się zmęczenie. Parę łagodnych pagórków muszę pokonać marszem. Wreszcie zbieg ostro w dół do Komańczy. Zakręt w prawo i tablica: FINISH 1300m. Cholera, dlaczego tak daleko. Mogli metę zlokalizować bliżej. Ciągnę ostatkami sił. Łapią mnie skurcze. Dobiegam do mety. Jestem bardzo szczęśliwy. 3:12:50,4 daje mi 38 miejsce na ponad 300 zawodników, którzy wystartowali w Łemko Trail 30. Dobiegam o jakieś 15 minut szybciej niż sobie założyłem. Szklą mi się oczy z radości. Znowu jestem cholernie dumny z siebie.

Dzień po

Niedziela. Ciężko jest zerwać się z łóżka po takim wysiłku. Mam świadomość, że wielu z tych, którzy biegną dystans 150 km jest jeszcze na trasie. Wstaję, śniadanko (jak zwykle płatki owsiane z czarną porzeczką i jogurtem), obowiązkowa kawa z żoną na tarasie i wyjazd do kościoła podziękować Bogu za emocje i przeżycia, których wczoraj doświadczyłem. To był piękny czas. Do zobaczenia za rok.

Podziel się:

Łemkowyna 2017

pokaż wszystkie aktualności