Jeżeli chcesz aktywnie wypocząć w górach to możesz zrobić to w Beskidzie Niskim. W naszym domu, w Siwejce znajdującej się w Ropkach możesz nie tylko przenocować w dobrych warunkach i porządnie zjeść, ale także naładować baterie i fajnie spędzić czas. Najwięcej o tym mogą powiedzieć nasi stali wielokrotni Goście, którzy w czasie tygodniowego urlopu całymi rodzinami wyruszają na szlak, aby zdobywać kolejne stopnie Odznaki w Kręgu Lackowej [Więcej o odznakach >]. Owocami pobytu są wspaniałe wspomnienia, dobre emocje, zdjęcia i wspomniane wcześniej odznaki, a także relacje których przykład możecie przeczytać i oglądnąć poniżej.
Michał Padło najmłodszym zdobywcą platynowej odznaki W Kręgu Lackowej
Rodzina Padłów to niezwykły przypadek. To rodzina rekordzistów. Najstarszy Michał ma skończone zaledwie 8 lat. Przeszedł w czasie 4 pobytów w Siwejce 200 km z czego 50 km w warunkach zimowych. Michał który wraz z Tatą Szymonem zdobył platynową odznakę w Kręgu Lackowej jest jej najmłodszym zdobywcą. Siostra Michała Ania Brązowa odznakę zdobyła w wieku zaledwie 3 lat, jest najmłodszym zdobywcą srebrnej (4 lata) i złotej odznaki (5 lat), a najmłodszy z całego towarzystwa Krzyś już jako niespełna 3 latek (2 lata i 10 miesięcy) pokazał, że można chodzić po górach także w takim wieku i zdobył Brązową 50. Oczywiście w zespole jest także mama Maria, która także uczestniczyła w zdobywaniu odznak tymczasem poprzestając na złotej. Wielkie gratulacje i brawa za hart ducha i determinację. Motywacji rodzicom i dzieciom nie brakowało!
Ostatnie 10 km do platyny…
widziane oczami Szymona (taty Michała)
...czyli o tym jak Duże Padlątko i Mniejsze Padlątko w asyście Cioci Rudolfiny po platynową odznakę poszło :) Godzina 8, minut 30, gdy grupa Padlątek po platynę startowała... mży, wieje, mokro i zimno... Trza wracać do bazy - jeszcze 4 dni do powrotu - czasu mamy w huk... Godzina 13 - obiad pachnie zacnie, a Ktoś w niebie wajchę przestawia - słonko zaświeca... RUSZAMY! Prosto po błocie, poprzez kałuże małe i duże na Przełęcz Lipka, a potem zaś dalej do Czertyżnego... a w nim niespodzianka! Gwiazdy tańczą po lodzie - kilometrowej długości tafla do pokonania... ale dali my radę - dzielne Chopy są, a i ciocia Fina fest - kobitka jest! Wychodzimy z lasu, a tu kolejna niespodzianka! Bród! Opcja 1 - na świętą Jadwigę Śląską. Najstarszy Padeł wiąże buty za sznurówki i taki uroczyście naszyjnik zakłada. Następnie bierze na swe ramiona Mniejsze Padlątko i wchodzi. Jeden krok, drugi,.. piąty... oj, cosik dużo tych kamieni i ostre - szybko zwrot i na brzeg. Pora na... Opcja 2 (plan B) - sam żeś wymyślił to sam se buty zmocz! Buty nałożone, bród jak bród - wody w bród - szeroki po roztopach, zda się płytki. Więc idziem. Jeden metr, drugi... wody po kostki... piąty, szósty - wody lekko za kostki... dziesiąty metr - jeden z 2-3 ostatnich do drugiego brzegu i... chlup! Wody po kolana - obejść dziury się nie da! A Cioteczka wszak wciąż czeka! Plan wzorowo wykonany - dalej ruszamy... szukać zasięgu, bo cóż Ojcu w nóżki ciut zimno się zrobiło... Ruszamy na Banicę... nie ma... no to idziem na Śnietnicę... nie ma! I takeśmy po tych 10 kilometrach dotarli do Stawiszy. A tam złapalimy - myślicie, że zasięg? A gdzie tam! :P Rodzina w aucie czekała, bo już ciemna noc nastała i biedna Matula od zmysłów odchodzi, gdzie Jej Pierworodny w górach błądzi! Awantury nie było - nie zmyślam, ale w Siwejce już czekała gorąca strawa i ciepły napitek dla Pana Ojca w jednym - kisielek! Mniam, mniam ;)